Msza Św. odpustowa ku czci św. Antoniego

172

Uroczystej Mszy Św. odpustowej przewodniczył o.Waldemar – redemptorysta ze Skarżyska – Kamiennej. W kazaniu podzielił się świadectwem uzdrowienia mamy za przyczyną św. Antoniego z Padwy:

            To było rankiem w Niedzielę Bożego Miłosierdzia – 11 kwietnia 2021 roku. Znamienna data… Moja mama Władysława Sojka od kilku dni bardzo źle się czuła. Dwa dni wcześniej test potwierdził obecność wirusa Covid. W sobotę wieczorem, 10 kwietnia, poważnie zaniepokoiliśmy się o jej stan zdrowia – cukier gwałtownie podnosił się. Mama miała ponadto problemy z oddychaniem, ciśnieniem i poruszaniem się po mieszkaniu. Miałem w sercu wielki niepokój o jej zdrowie. Nie spałem tej nocy nawet godziny. Później okazało się, że moi rodzice również. Około czwartej nad ranem zadzwoniłem do mamy, zaniepokojony podnoszącym się stale cukrem. Mama odebrała i powiedziała, że byli u nas dwa razy ratownicy medyczni, ale skończyło się na uspokajaniu i stwierdzeniu, że wyniki ma nienajgorsze. Powiedzieli też, że nie ma miejsca w szpitalu w naszym rodzinnym Zawierciu i trzeba będzie czekać nawet kilka godzin na łóżko w jakimś szpitalu. Stan zdrowia mamy gwałtownie się pogarszał i decydowały dosłownie godziny… Rodzice byli zrozpaczeni i bezradni wobec sytuacji. Ja miałem pustkę w głowie i powiedziałem do mamy, że będziemy dzwonili po pomoc do skutku. W pewnym momencie mój wzrok spoczął na niewielkiej figurce św. Antoniego z Padwy, która stała na półce w moim domowym ołtarzyku. Dostałem ją po wygłoszonych rekolekcjach adwentowych od ks. Sławomira Klicha – proboszcza Sanktuarium św. Antoniego Padewskiego z Tomaszowa Mazowieckiego.

Chwyciłem figurkę i zacząłem z wiarą prosić, by św. Antoni nam pomógł. Za chwilę pojawia się myśl, by od razu dzwonić pod numer 999. Odebrała lekarka ze Szpitala Tymczasowego w Pyrzowicach niedaleko Katowic. Gdy usłyszała głos mojej mamy i dowiedziała się o objawach, natychmiast wysłała karetkę. Po półgodzinie mama była już w szpitalu. Przeszła podstawowe badania i otrzymała niezbędną pomoc od znakomitych lekarzy z kliniki w Katowicach-Ochojcu. Po trzech godzinach mama sama do mnie zadzwoniła i powiedziała, że to cud, iż znalazło się jedno miejsce w szpitalu – jakby na nią czekało. Lekarze, pielęgniarki i wolontariusze z Pyrzowic wspaniale zaopiekowali się mamą. Po prawie trzech tygodniach, 30 kwietnia, mama szczęśliwie wróciła do nas. Z dnia na dzień czuje się coraz lepiej. Nie ma widocznych powikłań. Wiele osób modliło się o zdrowie dla niej. Oczywiście na pierwszym miejscu przyzywaliśmy Bożą pomoc, Matkę Nieustającej Pomocy i św. Józefa. Ja szczególnie prosiłem św. Antoniego o jego wstawiennictwo u Boga. Dzisiaj mała figurka Antoniego z Padwy jest w naszym domu otoczona szczególną wdzięcznością i miłością. Od tego czasu przeczytałem kilka książek o św. Antonim, stale mam jego obrazek w saszetce, często proszę go w różnych sprawach. Byłem już kilka razy w Tomaszowie Mazowieckim i zawsze dziękuję Bogu za osobę świętego cudotwórcy i uzdrowiciela, wielkiego, wspaniałego Antoniego Padewskiego. Dla mnie, a szczególnie dla moich rodziców – a dla mamy to już najszczególniej – św. Antoni jest wielkim dobroczyńcą, apostołem miłości Boga do człowieka, wzorem człowieka pokory i modlitwy oraz bardzo bliskim przyjacielem i bratem. Dziękuję z serca ks. Sławomirowi, bo to on dał mi figurkę świętego. W życiu nie ma przypadków – są tylko znaki. Chwała Panu!

       O. Waldemar Sojka CSsR, misjonarz ze Skarżyska-Kamiennej